Dzień 2: Łysa Polana - Palenica Białczańska - Wodogrzmoty Mickiewicza - Schronisko w Starej Roztoce - Morskie Oko - Czarny Staw pod Rysami - Morskie Oko - Wodogrzmoty Mickiewicza - Palenica Białczańska - Łysa Polana - 25 km
Po wycieczce z Kasprowego do Kuźnic zdecydowanie wolę wchodzić niż schodzić. Następnego dnia zakwasy skutecznie obrzydzały mi każdy nawet najmniejszy krok stawiany w dół. Nie wiem czemu zawsze porywam się na najdłuższe i najcięższe trasy w pierwszy dzień, zamiast zrobić sobie rozgrzewkę na jakimś mniej obciążającym szlaku. Wieczorem nie czułam praktycznie żadnego zmęczenia, ale rano po przebudzeniu już wiedziałam, że tego dnia nie zaszaleję :)
Nad Morskim Okiem bywam za każdym razem kiedy jestem w Tatrach na dłużej niż jeden dzień. Z wyjątkiem naszego wyjazdu sprzed dwóch lat, kiedy brakło nam dnia żeby tam dojść przy schodzeniu z Doliny Pięciu Stawów przez Świstówkę Roztocką. Trasa z Palenicy Białczańskiej do Moka jest chyba najbardziej obleganym szlakiem w Tatrach. Moją nadzieję, że może będzie luźniej bo jest po wakacjach szybko rozwiał rząd samochodów zaparkowanych na poboczu, zaczynający się praktycznie od Łysej Polany. Palenica Białczańska to końcowy przystanek dla autobusów i busów. To także ogromny parking samochodowy. To właśnie tutaj wchodziliśmy na
czerwony szlak. Przy wejściu kolejka w dwóch rzędach i dwie kasy biletowe, żeby w miarę sprawnie obsłużyć zniecierpliwionych turystów. Po kilku minutach stania po bilet, minięciu przyspieszonym krokiem Pana z telewizji czyhającego z kamerą na turystów, mogliśmy w spokoju rozpocząć 9-kilometrową wędrówkę. O ile spokojnym można nazwać ten spacer w tłumie. Droga asfaltowa, wzniesienia niewielkie więc szło się w miarę przyjemnie. Ludzi było naprawdę dużo, ale o dziwo amatorów jazdy fasiągiem jakoś zdecydowanie mniej. Pewnie z powodu ostatnio medialnie nagłośnionego problemu z padającymi końmi na szlaku do Morskiego Oka. Sama nigdy nie skusiłam się na wjazd wozem. Nie popieram tego środka transportu szczególnie, kiedy widzę zmęczone do granic wytrzymałości konie. Mam cichą nadzieję, że jakoś uda się rozwiązać ten problem.
Droga którą podążaliśmy nazywana jest też Drogą Oswalda Balzera. Została nazwana tak na cześć profesora prawa, który wygrał proces z Węgrami w sporze o Morskie Oko. Swój początek ma w Zakopanem, a koniec przy tym największym jeziorze w Tatrach.